Ola Kołaczek, Project Manager

Ola Kołaczek, Project Manager

W kwietniu wystartowała kampania nowej linii produktów H&M Conscious Exclusive, poprzez którą marka chce dotrzeć do coraz szerszej społeczności wegan. H&M i weganie to dla mnie komunikacyjny zgrzyt. Czy wizerunek marki jest naprawdę wystarczająco spójny z innymi działaniami koncernu, że zdoła przekonać do siebie jedną z bardziej świadomych grup odbiorców?

W czasach, kiedy weganizm staje się stylem życia, a odsetek osób żyjących zgodnie z tym podejściem wzrasta w błyskawicznym tempie, światowy producent odzieży chce wyjść naprzeciw nowo tworzącej się grupie konsumentów. Linia H&M Conscious Exclusive to kolekcja dla kobiet, a jej główną narracją jest wykorzystanie w produkcji materiałów pochodzenia roślinnego i przyjaznych dla środowiska metod produkcji. Marka H&M przekonuje, że zakup tej kolekcji jest wyborem odpowiedzialnym i celuje w rosnącą grupę społeczną, jaką są weganie.

Weganin czyli kto?

Weganizm większości z nas kojarzy się z wyeliminowaniem z diety wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego oraz z propagowaniem ekologii w szeroko rozumianym zakresie. Jednak czy każdy z nas jest w stanie ten zakres sprecyzować? Obecnie weganizm staje się czymś więcej, niż tylko trendem związanym z dietą i z dbaniem o środowisko. Ludzie promujący ten styl życia dokonują wyborów w duchu zero waste, aktywnie działają w organizacjach prozwierzęcych i proekologicznych, unikają kupowania w sieciówkach, edukują w zakresie żywienia dzieci, propagują bycie świadomym konsumentem, niedającym się omamić marketingowym zabiegom.

Do kogo mowa trawa?

To mocna, świadoma grupa, która stawia na wiedzę i surowo podchodzi do rynku. Tymczasem wizerunek samego koncernu jest dość niespójny: media często dyskutują na temat realiów pracy w koncernie i podważają jej etykę biznesową. Czy w takim razie marka świadomie kieruje swoją komunikację do jednej z bardziej wymagających grup konsumentów, ryzykując strzelenie sobie w stopę? Czy raczej kampania “wegańska” skierowana jest do podatnego na trendy odbiorcy rynku fast fashion, który chętnie wpadnie w wir marketingowej machiny, bo przecież każdy chce dobra planety. Bez względu na to, jaki styl życia preferuje.

H&M jest światowym potentatem w branży fast fashion, której założeniem jest dostarczenie klientom produktów szybko, tanio i adekwatnie do zmieniającej się mody. Marka, wypuszczając na rynek kolekcję H&M Conscious Exsclusive, modyfikuje swój dotychczasowy wizerunek na potrzeby zmieniających się trendów i podąża za nurtem proekologicznym. Biorąc pod uwagę dotychczasową historię działania koncernu, rodzi się pytanie, czy wszystkie etapy procesu produkcji i plany utylizacji nadprodukcji kolekcji są równie przyjazne środowisku, jak promowane roślinne materiały?

Deklaracje vs rzeczywistość

W opisie nowej kolekcji H&M podano dokładne informacje dotyczące materiału, z jakiego powstał produkt, nazwę zakładu, w którym jest produkowany, a nawet informacje o dostawcy. Zakładam, że mało kto sprawdzi, jakie warunki panują w poszczególnych zakładach produkcyjnych i gdzie takie informacje można znaleźć. Strony internetowe poszczególnych fabryk przekazują niewiele informacji o warunkach pracy osób zatrudnionych, czy normach związanych z przestrzeganiem zasad dbania o środowisko.

W mediach wciąż słyszymy o nieludzkim traktowaniu pracowników fabryk produkujących ubrania dla znanych koncernów modowych. Innym poważnym problemem są stawki głodowe panujące w zakładach produkcyjnych popularnych marek. Koncern H&M w 2013 roku zadeklarował, że do końca 2018 roku dopilnuje, aby osoby pracujące w jego łańcuchu dostaw otrzymywały wynagrodzenia odpowiadające realnemu zapotrzebowaniu zaspokojenia podstawowych potrzeb.

Sprawdzam!

Organizacja Clean Clothes Camaign sprawdziła, jak marka wywiązuje się z obietnic. Aktywiści CCC rozmawiali z pracownikami fabryk, w których produkowane są tekstylia dla H&M i stworzyli na tej podstawie raport, który niestety nie napawa optymizmem. Żaden z pracowników, z którymi rozmawiali aktywiści, nie otrzymywał nawet połowy wynagrodzenia, które wystarczyłoby na godne życie. Ponadto pracownicy nie mają możliwości zakładania wolnych związków zawodowych, ponieważ grozi to dyscyplinarnym zwolnieniem, lub obcięciem wypłaty. A co z nadprodukcją?

Wciąż słyszymy o szybko i tanio wyprodukowanych ubraniach, które w równie ekspresowym tempie lądują w koszach na śmieci – tym właśnie charakteryzuje się biznes fast fashion. W swoim raporcie za I kwartał 2018 roku firma H&M wykazała, że w jego magazynach zalegają niesprzedane ubrania i akcesoria za ponad 4,3 mld dolarów, a w porównaniu do roku ubiegłego wartość ta wzrosła o 7%. Intrygującym tematem jest również sposób utylizacji niesprzedanej odzieży od H&M. Media donoszą, że w 2017 roku zutylizowano 15 ton tekstyliów tej marki poprzez proces spalania w jednej z elektrowni1 w szwedzkim mieście Vaseras. Proces utylizacji poprzez spalanie w celu produkcji energii jest pożyteczny, ale szerszy kontekst musi uwzględniać przecież nakład pracy i zużycie dóbr naturalnych, które musiały zostać wykorzystane do ich produkcji. Jak w kontekście powyższych problemów ma się zjawisko promocji wegańskiej i przyjaznej dla środowiska kolekcji?

Weganizm spreżyną marketignową?

Brzmi kuriozalnie, ale tak właśnie to postrzegam. Celem H&M nie jest pozyskanie nowych, świadomych klientów (wegan, wegetarian i fleksitarian), ale zebranie dodatkowych punktów i zatrzymanie obecnych klientów próbujących z różnym skutkiem podążać za światowymi trendami lub po prostu żyć bardziej eko. I chociaż w komunikacji H&M proponuje i promuje zmianę stylu życia to jest to wyłącznie przemyślana strategia marketingowa. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w obliczu widocznych zmian na naszej planecie i zmian postaw ludzi, duże koncerny muszą wyjść naprzeciw ekologii, bądź zająć dobre miejsce w pejzażu firm eko friendly. Pytanie, czy to wystarczy, żeby nie stracić wiarygodności?

 

Tekst ukazał się 19.04.2019 w serwisie Nowy Marketing.

 

1. Chodzi o spalarnię należą do elektrowni: https://forsal.pl/artykuly/1087388,koniec-z-weglem-szwedzka-elektrownia-pali-ubraniami-z-h-m.html.

Rafał Kowalczyk, Account Manager

Rafał Kowalczyk, Account Manager

Niedziela w rodzinnym gronie, pora obiadowa, właśnie kończy się Familiada, a na stół wjeżdżają schabowe z ziemniakami. I chociaż nie jest to Wigilia, miejsce dla zbłąkanego wędrowca zajmują kolejno: mim z problemami gastrycznymi; pani, która uczy swoją córkę, jak dbać o drogi moczowe; aktorka w kitlu, udzielająca porad na suchość pochwy oraz wyluzowana Marysia z „M jak Miłość”. Właśnie minęły pierwsze dwie z 20-minutowego bloku reklamowego. Brzmi znajomo?

Kto nie gościł w swoim domu, pracy czy samochodzie najsłynniejszej położnej ‒ „Żanet Kalety”? Przez co najmniej pół roku wszyscy byliśmy „wyjątkową kobietą, taką jak ty”. Raczej niewiele osób w Polsce nie zna też frazeologizmu o płonącym konarze, a co najmniej co drugi Polak ma za sąsiadkę Goździkową.

Całą tę wiedzę oraz szereg osobliwych znajomości zawdzięczamy potężnym kampaniom reklamowym koncernów farmaceutycznych oraz użytym w nich zabiegom socjotechnicznym. Najpopularniejszy z nich nazywam „Zasadą trzech powtórzeń”. Jego istotę najlepiej oddaje przykładowy dialog, pasujący do większości reklam:

— Ojej, strasznie boli mnie głowa/ręka/noga.

— Weź ASAP.

— ASAP?

— Tak, ASAP!

Jest to maksymalne i w miarę naturalne stężenie nazwy produktu w 2-3 sekundach. Ale o zasadzie tworzenia spotów, zwłaszcza radiowych, należałoby napisać osobny artykuł.

Skala fenomenu

Skąd taki urodzaj reklam z branży farmaceutycznej? Odpowiedź jest prosta ­­­­­­‒ jako naród jesteśmy w ścisłej czołówce konsumentów leków i suplementów. W zależności od badań,

Polacy są na podium za Francuzami lub najdalej na czwartym miejscu. Nie mnie oceniać, czy jesteśmy lekomanami. Niemniej w naszym kraju jest wysoki popyt na tego typu produkty. Odpowiedzią jest naturalnie wysoka podaż, wspomagana batalionem reklam telewizyjnych, radiowych, OOH oraz, oczywiście, internetowych.

Dynamika jest imponująca, a udział branży w rynku reklamodawców lada moment przekroczy 50%. Już teraz co druga reklama dotyczy leku lub suplementu, zostawiając daleko w tyle FMCG (25%), czy segmenty finansów, motoryzacji lub telekomunikacji (każdy po ok. 9%).

Liczby również nie pozostawiają złudzeń. Zgodnie z danymi Kantar Media za rok 2017, segment farmaceutyczny przeznaczył na reklamy aż 5,2 mld złotych. Aby zilustrować tę skalę posłużę się kilkoma przykładami. Za tę kwotę każdy z 38 milionów Polaków mógłby otrzymać dwuletni zapas witaminy C (1000 mg). Natomiast pani Żanet byłaby wniebowzięta, gdyby usłyszała, że każdy mógłby zakupić 11 butelek żelu do higieny intymnej. Również w ramach płomiennej akcji Konar+ każdy, bez względu na płeć, mógłby nabyć aż 41 „niebieskich cukierków”.

Rola branży digital

Warto jednak zwrócić uwagę na obecność reklamową branży w podziale na kategorie mediów. Tu zdecydowanie dominują telewizja oraz internet, które w zestawieniu z ubiegłorocznym pierwszym kwartałem zyskały odpowiednio 9,6% oraz 11,2%. Co więcej, według wielu prognoz 2018 rok zostanie zamknięty z kilkuprocentowym wzrostem nakładów na reklamy.

Branża farmaceutyczna coraz chętniej korzysta też z cyfrowych form promocji. Doceniana jest możliwość precyzyjnego dotarcia do konkretnych grup docelowych i odpowiednia segmentacja, które mogą znacząco przełożyć się na zainteresowanie, czyli zwiększyć skuteczność reklam.

Warto również dodać, że chociaż globalnie wydatki na reklamy online już przewyższają te przeznaczone na telewizję to niekoniecznie jedno musi wykluczać drugie. Coraz częściej dla reklamodawców internet stanowi rozwinięcie, dopowiedzenie historii i uzupełnienie istotnych informacji. Niebagatelna tu rola coraz lepiej wykorzystywanych mediów społecznościowych, które przyczyniają się do wzrostu rozpoznawalności marki. Nawet, jeżeli jest to specyficzny produkt, jak płyty grzewcze Solgazu. Dobrym przykładem jest też kampania „Nie biegam”, która swego czasu zaintrygowała, ale i wywołała sporo kontrowersji. Kreacje Stoperanu, bo o nich mowa, błyskawicznie rozniosły się wirusowo po polskim internecie, znacząco zwiększając zasięg odbiorców.

Internet daje reklamodawcom pełen wachlarz możliwości. To wspaniały miks funkcji społecznościowych, targetowanych bannerów, intrygujących animowanych kreacji, krótkich form wideo czy wideo personalizowanego, gier i aplikacji, czy niezwykłych landing page’y oraz całych serwisów. Co ważne ‒ odpowiednio podane nie tylko osiągają swój cel, ale i podświadomie budują pozytywny wizerunek marki.

 

Tekst ukazał się na portalu Marketing przy Kawie, 19.07.2018.

Justyna Maras, copywriterka

Justyna Maras, Copywriterka

Kobiet nie ma na banknotach. Są mniejszością wśród patronów ulic i instytucji, posągów i wizerunków w przestrzeni publicznej. Grupy stanowiącej ponad 50% populacji nie brakuje za to w większości grup zawodowych. Nie brakuje też w reklamie. A raport z badań Ernst&Young z 2012 sugeruje, że w 2028 r. kobiety będą kontrolować 75% globalnych wydatków przeznaczanych na konsumpcję.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Reklama dźwignią… stereotypu?

Reklama dysponuje wielką siłą – jest nie tylko dźwignią handlu, ale może kształtować postrzeganie płci. A na pewno je odzwierciedlać. Postać kobiety, podobnie jak w kinie, pojawia się tu często (statystycznie częściej, niż mężczyzny). Równie często marketing wykorzystuje stereotypy. Pogłębianie zbiorowych przekonań i utrwalanie poglądu na temat “powinności” przynależących płci to zjawisko znane nie tylko z reklamy, ale i obecne w popkulturze. Umownie podzieliłam je na dwa różne podejścia.

Podejście pierwsze, to pokazywanie atrakcyjnych, często nierealnych pięknych postaci kobiecych, z uwydatnionymi i podkreślonymi przez skąpy strój kształtami, filuternie spoglądających z billboardów, okładek magazynów i spotów. Niedoścignione ideały widzimy codziennie w najpoczytniejszych periodykach - to przekaz, który ma przekonać dziewczynki i kobiety o konieczności dbania o siebie. Pod pozorem budowania poczucia własnej wartości twórcy reklam krzyczą: “Sprzedawaj więcej!”.

Podejście drugie to wizerunek kobiety w ogniu walki: walczy z rzeczywistością, naturą, społeczeństwem, czasem, utratą urody, utratą statusu, własnymi emocjami, ograniczeniami własnego ciała. To zupełnie inny przekaz, ale obserwowanie go pokazuje, ile jeszcze pracy przed reklamodawcami w zakresie reklam skierowanych do najsilniejszej, jak się okazuje, grupy konsumentów.

Na szczęście widać już światełko w tunelu: femvertising, czyli marketing skierowany do kobiet oparty na emocjach, zrozumieniu potrzeb i wyzwań, obalający utrwalane latami stereotypy. Taka komunikacja skupia się na budowaniu w kobietach siły, pewności siebie i poczuciu własnej wartości. Do flagowych kampanii należą reklamy Dove “Real Beauty”, np.

czy kampania Always “Like a girl”.

4 typy kobiet, które sprzedają

W Polsce musimy jeszcze popracować nad femvertisingiem - wciąż raczej bliżej nam do kampanii typu “Pens for Women” Bica

niż Dove. Ale nie tylko nam. Jaki wizerunek kobiety hołubią wielcy twórcy?

Typ 1: Seksowna stewardessa

Stewardessa, kelnerka lub wizualizacja zbliżona w formie do aktorki soft porno (Mr Burberry). Ten typ przedstawienia świetnie się trzyma w teledyskach i sesjach zdjęciowych mniej lub bardziej topowych celebrytów. Kobieta pełni tu rolę głównie dekoracyjną lub wzbogacającą męski pierwiastek (Nivea 2018, Paco Rabanne).

Typ 2: Niezaradna pani domu

Mężczyzna w reklamie raczej nie zderza się z codziennymi problemami w stopniu, jaki obserwujemy w przypadku postaci kobiecych. On mierzy się z niezaradnością lub okazuje się podstawowym warunkiem rozwiązania kobiecych problemów. Zepsutą pralkę naprawi tylko mężczyzna z określonym proszkiem w dłoni. Pani domu, łamiąc sobie głowę nad niuansami hydrauliki, zwykle i tak zadzwoni po specjalistę. W scenariuszu pozytywnym mężczyzna pojawia się po to, by pobawić się z dziećmi lub towarzyszyć żonie przy filiżance kawy. Resztą życiowych wyzwań zajmuje się ona.

W zabawny sposób ujęto ten problem w reklamie Heinekena, w której pokazano grupę kobiet piszczącą z zachwytu na widok garderoby pełnej butów. Obok widać grupę mężczyzn zachowującą się dokładnie tak samo na widok pokoju pełnego schłodzonego piwa. To fajny gest: po pierwsze w wykonaniu producenta piwa bardzo wiarygodny. Po drugie pokazuje, że problem uprzedmiotowienia kobiety w reklamie być może przestanie być smutnym standardem, a inicjatywy zmierzające ku zmianom (np. GEM) zwyczajnie przestaną być potrzebne.

Typ 3: Niezrównoważona emocjonalnie

Kieruje się zawsze emocjami i raczej nie grzeszy intelektem, właściwie nie do końca wierzy w to, że Ziemia jest okrągła, a mechanizm działania samochodu nadal stanowi dla niej nierozwiązaną zagadkę. Tak postrzega kobiety Fiat i BMW z reklamach z 2012 i 2017 roku (Fiat 500 S, BMW Ultimate Service).

Typ 4: Kobieta walcząca

Nie brakuje kampanii reklamowych opartych na kwestionowaniu stereotypów. Kobiety coraz częściej pokazuje się jako uosobienie siły, symbol lojalności (i to nie tylko w reklamie programów lojalnościowych). Prym wiodą tutaj marki sportowe, chętnie współpracujące z utytułowanymi sportsmenkami. Serena Williams (Mama Said Knock You Out) czy Justyna Kowalczyk to nie tylko twarze marek, ale i kampanii społecznych. Badania dowiodły zresztą, że kobiecy głos odbierany jest przez konsumentów jako cieplejszy, bardziej przyjazny i ogólnie chętniej słuchany.

#Likeagirl

Reklama nadal wykorzystuje uogólnienia: “słaba płeć” może mniej, do pewnych zadań “się nie nadaje”, w pewnych kwestiach i tak zasięgnie porady męskiego (!) partnera. I choć gra według starej metody “sex sells” coraz częściej spotyka się z masowym sprzeciwem, to takie przypadki nadal nie stanowią marginesu (Burger King - Mundial 2018).

Kobiety-szefowe, świetne kierowczynie, kobiety na wysokich stanowiskach to wciąż niewielka grupa bohaterek reklam. Tymczasem najnowsza kampania BGŻ Paribas sugeruje żartobliwie, że “kobiety jeszcze nie zajęły się” niektórymi tematami. Na pewno czeka je zmienianie branży, nie tylko oczekiwanie na zmiany. Ciekawie pokazuje to kampania Always z 2014 roku. Kampania uświadamia, że oprócz stygmatyzujących porównań w wykonaniu mężczyzn i chłopców (“robić coś jak baba”),  stereotypy tkwią mocno w samych kobietach: https://www.youtube.com/watch?v=XjJQBjWYDTs.

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma

Tematem nieobecności kobiet w reklamach, a raczej ich niefortunnej obecności, zajęto się już dawno. Co ciekawe, badania i opracowania poświęcone temu problemowi są w większości autorstwa kobiet.

2018 to rok setnej rocznicy wywalczenia praw wyborczych przez kobiety w Polsce. Polski marketing lekko to przespał. Kobiety w tegorocznych reklamach to nadal ekspertki od tamponów, gospodynie i ekspedientki, najczęściej nie uosabiają sukcesu czy siły. O prawach kobiet i ważnych dla tej grupy kwestiach, mówią media oraz kampanie organizacji pozarządowych (głównie w mediach społecznościowych).

Wiatr zmian w branży jak zwykle dociera do nas nieco później, a kampanie reklamowe w krajach zachodnich i skandynawskich inspirują twórców reklam w Polsce. Ciekawe tylko, czy polski konsument jest na to gotowy. Trzymam kciuki!

 

Tekst ukazał się na portalu Wirtualnemedia.pl, 6.10.2019.

Ola Kołaczek, Project Manager

Ola Kołaczek, Project Manager

W kwietniu wystartowała kampania nowej linii produktów H&M Conscious Exclusive, poprzez którą marka chce dotrzeć do coraz szerszej społeczności wegan. H&M i weganie to dla mnie komunikacyjny zgrzyt. Czy wizerunek marki jest naprawdę wystarczająco spójny z innymi działaniami koncernu, że zdoła przekonać do siebie jedną z bardziej świadomych grup odbiorców?

W czasach, kiedy weganizm staje się stylem życia, a odsetek osób żyjących zgodnie z tym podejściem wzrasta w błyskawicznym tempie, światowy producent odzieży chce wyjść naprzeciw nowo tworzącej się grupie konsumentów. Linia H&M Conscious Exclusive to kolekcja dla kobiet, a jej główną narracją jest wykorzystanie w produkcji materiałów pochodzenia roślinnego i przyjaznych dla środowiska metod produkcji. Marka H&M przekonuje, że zakup tej kolekcji jest wyborem odpowiedzialnym i celuje w rosnącą grupę społeczną, jaką są weganie.

Weganin czyli kto?

Weganizm większości z nas kojarzy się z wyeliminowaniem z diety wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego oraz z propagowaniem ekologii w szeroko rozumianym zakresie. Jednak czy każdy z nas jest w stanie ten zakres sprecyzować? Obecnie weganizm staje się czymś więcej, niż tylko trendem związanym z dietą i z dbaniem o środowisko. Ludzie promujący ten styl życia dokonują wyborów w duchu zero waste, aktywnie działają w organizacjach prozwierzęcych i proekologicznych, unikają kupowania w sieciówkach, edukują w zakresie żywienia dzieci, propagują bycie świadomym konsumentem, niedającym się omamić marketingowym zabiegom.

Do kogo mowa trawa?

To mocna, świadoma grupa, która stawia na wiedzę i surowo podchodzi do rynku. Tymczasem wizerunek samego koncernu jest dość niespójny: media często dyskutują na temat realiów pracy w koncernie i podważają jej etykę biznesową. Czy w takim razie marka świadomie kieruje swoją komunikację do jednej z bardziej wymagających grup konsumentów, ryzykując strzelenie sobie w stopę? Czy raczej kampania “wegańska” skierowana jest do podatnego na trendy odbiorcy rynku fast fashion, który chętnie wpadnie w wir marketingowej machiny, bo przecież każdy chce dobra planety. Bez względu na to, jaki styl życia preferuje.

H&M jest światowym potentatem w branży fast fashion, której założeniem jest dostarczenie klientom produktów szybko, tanio i adekwatnie do zmieniającej się mody. Marka, wypuszczając na rynek kolekcję H&M Conscious Exsclusive, modyfikuje swój dotychczasowy wizerunek na potrzeby zmieniających się trendów i podąża za nurtem proekologicznym. Biorąc pod uwagę dotychczasową historię działania koncernu, rodzi się pytanie, czy wszystkie etapy procesu produkcji i plany utylizacji nadprodukcji kolekcji są równie przyjazne środowisku, jak promowane roślinne materiały?

Deklaracje vs rzeczywistość

W opisie nowej kolekcji H&M podano dokładne informacje dotyczące materiału, z jakiego powstał produkt, nazwę zakładu, w którym jest produkowany, a nawet informacje o dostawcy. Zakładam, że mało kto sprawdzi, jakie warunki panują w poszczególnych zakładach produkcyjnych i gdzie takie informacje można znaleźć. Strony internetowe poszczególnych fabryk przekazują niewiele informacji o warunkach pracy osób zatrudnionych, czy normach związanych z przestrzeganiem zasad dbania o środowisko.

W mediach wciąż słyszymy o nieludzkim traktowaniu pracowników fabryk produkujących ubrania dla znanych koncernów modowych. Innym poważnym problemem są stawki głodowe panujące w zakładach produkcyjnych popularnych marek. Koncern H&M w 2013 roku zadeklarował, że do końca 2018 roku dopilnuje, aby osoby pracujące w jego łańcuchu dostaw otrzymywały wynagrodzenia odpowiadające realnemu zapotrzebowaniu zaspokojenia podstawowych potrzeb.

Sprawdzam!

Organizacja Clean Clothes Camaign sprawdziła, jak marka wywiązuje się z obietnic. Aktywiści CCC rozmawiali z pracownikami fabryk, w których produkowane są tekstylia dla H&M i stworzyli na tej podstawie raport, który niestety nie napawa optymizmem. Żaden z pracowników, z którymi rozmawiali aktywiści, nie otrzymywał nawet połowy wynagrodzenia, które wystarczyłoby na godne życie. Ponadto pracownicy nie mają możliwości zakładania wolnych związków zawodowych, ponieważ grozi to dyscyplinarnym zwolnieniem, lub obcięciem wypłaty. A co z nadprodukcją?

Wciąż słyszymy o szybko i tanio wyprodukowanych ubraniach, które w równie ekspresowym tempie lądują w koszach na śmieci – tym właśnie charakteryzuje się biznes fast fashion. W swoim raporcie za I kwartał 2018 roku firma H&M wykazała, że w jego magazynach zalegają niesprzedane ubrania i akcesoria za ponad 4,3 mld dolarów, a w porównaniu do roku ubiegłego wartość ta wzrosła o 7%. Intrygującym tematem jest również sposób utylizacji niesprzedanej odzieży od H&M. Media donoszą, że w 2017 roku zutylizowano 15 ton tekstyliów tej marki poprzez proces spalania w jednej z elektrowni1 w szwedzkim mieście Vaseras. Proces utylizacji poprzez spalanie w celu produkcji energii jest pożyteczny, ale szerszy kontekst musi uwzględniać przecież nakład pracy i zużycie dóbr naturalnych, które musiały zostać wykorzystane do ich produkcji. Jak w kontekście powyższych problemów ma się zjawisko promocji wegańskiej i przyjaznej dla środowiska kolekcji?

Weganizm spreżyną marketignową?

Brzmi kuriozalnie, ale tak właśnie to postrzegam. Celem H&M nie jest pozyskanie nowych, świadomych klientów (wegan, wegetarian i fleksitarian), ale zebranie dodatkowych punktów i zatrzymanie obecnych klientów próbujących z różnym skutkiem podążać za światowymi trendami lub po prostu żyć bardziej eko. I chociaż w komunikacji H&M proponuje i promuje zmianę stylu życia to jest to wyłącznie przemyślana strategia marketingowa. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w obliczu widocznych zmian na naszej planecie i zmian postaw ludzi, duże koncerny muszą wyjść naprzeciw ekologii, bądź zająć dobre miejsce w pejzażu firm eko friendly. Pytanie, czy to wystarczy, żeby nie stracić wiarygodności?

 

Tekst ukazał się 19.04.2019 w serwisie Nowy Marketing.

 

1. Chodzi o spalarnię należą do elektrowni: https://forsal.pl/artykuly/1087388,koniec-z-weglem-szwedzka-elektrownia-pali-ubraniami-z-h-m.html.